sobota, 12 czerwca 2010

Post no.6: Łorld Kap i Teatralne Próbowanie.

Ostatnio obiecałem, że naskrobię coś o Mistrzostwach Świata jak już się zaczną. Nadeszła ta chwila, choć mam opisac je jednym słowem. Wuwuzele. I daj tu komuś trąbę do ręki...

A teraz przejdźmy do tematu poważniejszego, aczkolwiek nie do końca. Odbyła się dziś kolejna próba naszego teatru. Spóźniłem się na nią 40 minut bo autobus mi uciekł. Ogólnie mogę stwierdzić, ze była to pierwsza próba, na której nasza sztuka JAKOŚ wyglądała. Niepokojące jest jedynie to,  że do premiery zostały 4 dni i jedna próba dzień wcześniej, a to nadal nie wygląda tak,  żeby się tym chwalić. No nieważne, zobaczymy jak to wyjdzie w środę. 

Halina po raz kolejny mnie zaskoczyła. Źle pozapisywała sobie sugestie aktorów na scenariuszu i teraz próbuje nam wmawiać, że coś było inaczej i mamy nie dyskutować. No ja piórkuję! Graliśmy poszczególne sceny pod okiem aktora z miliard razy, więc chyba każdy z nas pamięta co i jak ma robić. Nie siedzileiśmy w przeciwieństwie do niektórych obok aktorów i nie popijaliśmy kawki, ani nie pożeraliśmy ciasteczek. 

Kolejna sprawa.  Dostało się dzisiaj Magdzie za to, że musiała w pewnym moencie wyjść, bo była gdzieś tam umówiona. Nigdy wczesniej nie widziałem Haliny w takim amoku. Zaczeła wypominać wcześniejsze nieobecności, w pewnym momencie wydawało mi się, że się zaraz zdetonuje. Rozumiem Magdę i to, że nie podporządkowuje swojego planu dnia pod teatr, bo w takiej formie to nie ma sensu. Możliwe, ze jeśli akurat o Magdę chodzi nie jestem obiektywny, ale to temat na osobny wpis. 

W końcu Halina przeszła na Martę, która wspominała wcześniej, że nie będzie w sobotę obecna, bo ma jakieś tam zabezpieczenie z ratownictwa czy uj wie co. Mimo wszystko nasłuchaliśmy się jak to jesteśmy nieodpowiedzialni i w ogóle.  Oczywiście sama Halina to mało, miała jeszcze oczywiście Dorotę. One razem tworzą zgraną parę na miarę Zordona i Alfy.  Na szczęście już niedługo to wszystko się skończy, nie będę musiał zawracać sobie głowy niepotrzebnymi sprawami. Zwłaszcza że teatr w zamierzeniu miał być zabawą, odskocznią od codzienności, a skończyło się na wielkiej wojnie i traceniu kasy na bilety.


Ja pieprzę. Tak pisze i piszę i nie wiem już co zawarłem w tym wpisie, ale nie chce mi sie go drugi raz czytać. Co tam. Dobranoc, czy coś :D

1 komentarz: