Jutro poznam wyniki matur. Jakoś nie czuję tego, że od nich zależy moja przyszłość. Wiele osób podnieca się, przeżywa to jutrzejsze wydarzenie, część płacze, ze się nigdzie nie dostanie, a ja nic. Szczerze mówiąc zwisa mi to. I tak nie mam wpływu na to co jutro ujrzę. Jeśli będzie dobrze - ok, postudiuje się. Jeśli będzie poniżej moich oczekiwań - trudno, za rok się poprawi, a w między czasie zahaczy się o jakąś Anglię czy coś. Nie mam zamiaru rozpaczać. Póki co zastanawiam się czy płacić wpisowe na UWr. Szanse na to, że dostanę się na dziennikarstwo są mniej więcej takie jakie mają Włosi na obronę tytułu mistrza świata w piłce nożnej. A kasy szkoda. Zawsze można je spożytkować jakoś bardziej sensownie. Na przykład kupić kabel do basu, bo się zepsuł.
Skoro już zszedłem na temat gitar: zamówiłem sobie akustyka w sklepie, w którym kupiłem bas i elektryka. Dorzuciłem do tego pokrowiec i kabel. Stwierdziłem, że płacił póki co nie będę (Iławo, pożerasz moje środki!), poczekam aż dostanę wiadomość, że gitara jest dostępna. No i dostałem - "Gitara jest nieosiągalna, nie mozemy jej dla Pana sprowadzić". Jasne. W innych sklepach nie mają z tym problemu. Zamówię sobie na allegro.
Słońce. Nienawidzę. Wolę zimę, zdecydowanie. Jeśli w zimie jest mi zimno to się po prostu ubieram w kolejne bluzy itd. W lecie jest gorąco. Mogę się co najwyżej rozebrać. A wtedy i tak będzie mi gorąco. Poza tym nie można jeździć na nartach, lodowiska są pozamykane.
W czwartek jadę do Wrocławia pomóc się Justynie przeprowadzać. Lubię Wrocław. Pojadę tam na parę dni, potem posiedzę w domu w oczekiwaniu na Iławę. W tym tygodniu przyjeżdża też rodzina ze śląska. Spoko, kuzyn chce żebym go pouczył gry na basie. Nie lubię uczyć innych. Nie wydaje mi się, żebym był dobrym nauczycielem. Poza tym coś co dla mnie jest oczywiste dla innych niekoniecznie. Dlatego podziwiam nauczycieli. Ale sam bym nie chciał nim być. Wracając do kuzyna - przeraża mnie to, że ja kiedyś prawdopodobnie tez byłem taki denerwujący (jestem?). Na szczęście w przeciwieństwie do większości mówiłem w miarę poprawną jak na swój wiek polszczyzną. Jestem bardzo wyczulony na tym punkcie. Co prawda ostatnio łapie się na tym, że popełniam coraz głupsze błędy, ale nadal strasznie denerwuje mnie używanie przez ludzi "bynajmniej" itp.
Jak zwykle zszedłem z tematu. Teraz nawet nie wiem o czym pisałem na początku, ale moje wakacyjne lenistwo sprawia, że nie chce mi się sprawdzać.
PS. Moje plecy płoną. Fuck you, sun!
Hawku, wkurwiasz mnie z tym zakładaniem, że nie dostaniesz się na diennikarstwo. To już jest nudne. Kurde, kabel do elektryka moim zdaniem jest mniej ważny niż Twoje plany, założenia, marzenia. (Chyba, że kabel jest własnie tym ostatnim.) BYNAJMNIEJ to, że szkoda Ci kasy na wpisowe jest po prostu śmieszne. Aż nie mogę uwierzyć- Hawek, który zawsze dążył do geniuszu i doskonałości pisze takie rzeczy.
OdpowiedzUsuńI teraz apel:
MASZ NIE REZYGNOWAĆ Z DZIENNIKARSTWA- CHOCIAŻ SPRÓBUJ. (bo zajebię.)
Z góry przepraszam za wulgaryzmy. Niestety nie udało się uchronić mojej pięknej czystej, poprawnej polszczyzny.
OdpowiedzUsuńWłaśnie dążę do geniuszu i mam zamiar się udać na Informatykę albo Inżynierię dźwięku. Dziennikarstwo z geniuszem nie ma nic wspólnego ;p
OdpowiedzUsuń