niedziela, 20 czerwca 2010

Post no.10: Wspomnienia, głosowania i inne pierdy.

Właśnie wróciłem z pierwszego w moim życiu udziału w wyborach jakichkolwiek. Nie powiem, liczyłem że wzbudzi to we mnie jakieś emocje, poczucie że robię coś ważnego. Nie ma jednak tak różowo. Mam jedynie nadzieję, że na pierwszej turze te wybory się skończą i że nie będę musiał oglądać zwycięstwa Kaczyńskiego bo mnie chyba szlag trafi.

Dość o polityce. Każdy ma swoje zdanie i nie mnie osądzać poglądy innych. Miałem zamiar napisać całego posta na temat Mistrzostw Świata, a zwłaszcza o różnicach między pierwszą kolejką spotkań, a drugą. Przeszło mi jednak, gdyż stwierdziłem, że nikogo nie interesuje co ja myślę na ten temat.  

Ogladałem dzis zdjęcia z zeszłorocznego wyjazdu do Iławy (z LO z Gorzowa) i muszę powiedzieć, że już dawno się tak nie ubawiłem. Wróciło do mnie wszystko to co zaszło nad Jeziorakiem. Była to chyba najlepsza wycieczka, na której byłem. Super ludzie, MNÓSTWO zabawnych sytuacji i w ogóle. To tam zdałem sobie sprawę, że w głowie mam coś nie po kolei, zwłaszcza po tym co tam z Kravcem wyczynialiśmy. Wspomnę tutaj między innymi o parówce, która latała i była twarda, o sesji zdjęciowej Hadcronu nad jeziorem, o pudełku z dziurami, o naszych dziwnych zachowaniach względem Marcelusa i innych. W tym roku znów udajemy się na podróż do Iławy. Część składu pozostaje ta sama, część będzie nowa. Fajne jest to, że jedziemy już w zasadzie jako studenci, mimo że wycieczka jest z LO. Przez ostatni rok nabyliśmy z Kravcem nowe doświadczenia, poznaliśmy nowe rzeczy, które mamy zamiar wykorzystać w Iławie, aby ten wyjazd był jeszcze bardziej niezapomniany od poprzedniego, a także bardziej zabawny i "owocny". 

Zbliża się 30 czerwca. A wraz z nim zbliżają się wyniki z matur. Pogodziłem się już z tym, że na dziennikarstwo nie ma widoków. Bardziej prawdopodobne, że będę studiował Informatykę w biznesie lub Informatykę i Ekonometrię na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. To jest mój plan B, w razie bym na dziennikarstwo się nie dostał. Co ciekawsze, nie mam planu C. Także jeśli i te dwa ratunkowe kierunki okażą się nieosiągalne to jestem w dupie. 

Jak tak teraz myślę, to dwa zapasowe kierunki są dla mnie lepsze niż mój wymarzony. Łatwiej po nich o pracę, lepiej płatną zresztą. No i łatwiej z takim wykształceniem będzie mi znaleźć pracę w Kanadzie. Wszyscy myślą, że ja z tą Kanadą to tak sobie żartuję, a tu nie. Po zrobieniu magistra, znalezieniu pracy, zarobieniu na wyjazd i na dobry początek nowego życia chciałbym wyjechać do Kanady (British Columbia i Ontario wchodzą w grę:P). Chyba, że zanim wykonam mój plan pojawi się ktos albo coś co zatrzyma mnie tutaj. Jednak w oparciu o dotychczasowe doświadczenia szczerze w to wątpię. Póki co jednak musze jakoś namówić Magdę na spotkanie. Jak się nie uda to trudno, nic na siłę. Nie chcę po prostu kiedyś sobie pluć w brodę, że nie spróbowałem.

Miał być krótki wpis, ale jakos tak się rozpisałem. Słucham sobie ostatnio tylko Paramore. Nie dość, że lubię ich muzykę, to jeszcze jest to ulubiony zespół pewnej osoby. No i fajnie się gra ich piosenki. Skoro już o graniu mowa. Zastanawiam się czy nie sprzedać elektryka. Złapałem się wczoraj na tym, że nudzi mnie granie na nim. Zdecydowanie wolę mruczenie basu. Lepiej się przy tym bawię. Jak ktoś będzie miał za dużo kasy to może mi kupić pięciostrunowego Fendera. Będę wdzięczny:)

Dobra, kończę. Czeka na mnie nauka rosyjskiego, francuskiego, odcinek Spartacusa i wyścigi w Test Drive Unlimited, a także polowanie na wolny czas Magdy.

CU.


1 komentarz:

  1. oo moi chrzestni mieszkają w iławie, byłam tam z 2 razy ; o i pamiętam tylko to, że mój chrzestny zostawił portfel na dachu samochodu i długo go później szukał i że deszcz padał. ; o

    OdpowiedzUsuń