
Drugi mecz finałowy za nami. Chicago Blackhawks wygrało 2-1 i prowadzi w finale 2-0 z czego jestem bardzo zadowolony. Jednak o wczorajszym meczu później, najpierw mam zamiar pisać o bohaterze wczorajszego spotkania między Hawks a Flyers, a mianowicie o Antti Niemim, bramkarzu drużyny z Chicago. Jego niesamowite interwencje po raz kolejny uchroniły Blackhawks przed porażką.
Niemi zadebiutował w NHL w sezonie 2008/2009 (miał 23 lata) i grał w barwach Chicago Blackhawks. Rozegrał zaledwie trzy mecze po czym przeniósł się do Rockford IceHogs (AHL). W obecnym sezonie powrócił do Chicago Blackhawks i w trakcie sezony grał w 39 meczach uzyskując współczynnik SV% .912. W drugiej części sezonu zastąpił w bramce 34-letniego Cristobala Hueta, weterana NHL, który spisywał się rozczarowująco (SV% na poziomie .895). Antti Niemi może uznać obecny sezon za udany, zwłaszcza ze w swoim debiucie w playoffach dotarł ze swoja drużyna do finału.
Przed poniedziałkowy meczem nr 2 media zastanawiały się kto wyjedzie na lodowisko w podstawowym składzie. Jednak nikt nie brał nawet pod uwagę tego, że trener Blackhawks Joel Quenneville mógłby wpuścić na lodowisko Hueta zamiast Niemiego. Mimo że w meczu nr 1 Niemi wpuścił aż 5 bramek, tyle samo co bramkarz Flyers Michael Leighton, trener nie rozważał nawet zmiany bramkarza, w przeciwieństwie do trenera z Filadelfii Petera Laviolette, który po stracie piątej bramki zmienił Michaela Leightona na Briana Bouchera.
W swoim osiemnastym występie w playoffach Niemi błyszczał. Jednak początek meczu nie był dla niego zbyt dobry, gdyż przez całą pierwszą tercję miał mało interwencji i ciężko mu było pokazać się z dobrej strony. Philadelphia Flyers stosowali taktykę z pierwszego meczu – zażegnywać niebezpieczeństwo i liczyć na okazję do strzelenia bramki, nie ugiąć się pod ciągłym naporem Blackhawks. Po dwóch tercjach Niemi miał na swoim koncie 33 udane interwencje. W siódmej minucie drugiej tercji wspaniale obronił strzał Mike’a Richardsa i od tego momentu można uznać, że gra toczyła się pod jego dyktando. Bronił jak natchniony. Kilka minut później genialnie złapał krążek w rękawicę po strzale Arrona Ashama. Cztery minuty później w ciągu 28 sekund jego drużyna strzeliła dwie bramki i na koniec drugiej tercji Blackhawks wygrywali 2-0, a Niemi zachowywał czyste konto.
Trzecia tercja była zdecydowanie najciekawsza. Blackhawks rzadko opuszczali swoją strefę obronną, lecz Antti Niemi był wciąż niepokonany, zaskakiwał niesamowitymi paradami. Jednyą bramkę jaką fin puścił tego wieczoru zapisał na swoje konto Simon Gagne. W zasadzie bramkarz Chicago nie miał przy tym strzale szans. Po pierwsze Flyers grali w przewadze, po drugie Jeff Carter zasłaniał Niemiemu pole widzenia. Po stracie bramki mecz stał się o wiele ciekawszy. Kibice byli zaniepokojeni, gdyż jednobramkowe prowadzenie w hokeju to nic. Jednak mimo ciągłych ataków ze strony Flyers Niemi nie skapitulował po raz drugi, bronił wyśmienicie. Po zwycięstwie 22,275 kibiców Chicago skandowało jego nazwisko. Bardzo spodobały mi się słowa jakie Niemi wypowiedział w wywiadzie po meczu. Na pytanie jak to jest, że rozgrywa mecz życia zaraz po meczu, który do najlepszych nie należał odpowiedział, że ciężko to wytłumaczyć, jednak cieszy go, ze tak się dzieje oraz że chciałby aby jego forma utrzymała się na kolejne spotkania. Dodał również, że to jak ludzie reagują na grę jego drużyny jest niewiarygodne.
Podziwiam Niemiego za to jak gra, za jego postawę w ostatnim meczu, a także za jego skromność i stałe rozwijanie się. Z meczu na mecz staje się coraz lepszy i mam nadzieję, ze w kolejnych meczach finałowych pokaże, że nie było to jednorazowe olśnienie.

Póki co jednak Niemi spokojnym krokiem zmierza w stronę listy moich ulubionych bramkarzy NHL, gdzie dołączy do Marca-Andre Fleury i Roberto Luongo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz