środa, 30 czerwca 2010

Post no.13: Matura!

I nadeszła ta chwila. Znam już wyniki matur. Jestem bardzo zaskoczony tym, że tylko 3 osoby nie zdały matury w naszej szkole. Jest good. W ogóle bardzo mi się podobało to, że duża liczba osób jest zadowolona ze swoich wyników. Ja też jestem. No może poza matmą, bo Zdzichu znów był lepszy o 2%.

Pochwalę się wynikami, co mi tam:

J. polski (podstawa/rozszerzenie): 57%/65%       -     zadowolony z rozszerzenia

J. angielski: 100%/85% - baaaardzo zadowolony

Matematyka: 94%/-    - szkoda, ze nie 96% :P:P

Wos: -/54%  - zadowolony :D


A teraz co nieco o moich planach. ZREZYGNOWAŁEM z dziennikarstwa. Zamieniłem na Elektronikę i Mechanikę na PWr (specjalizacja Inżynieria dźwięku). Wiem, ze może być BARDZO ciężko mi tam przeżyć, ale kto nie ryzykuje... Także, wolę podjąc ryzyko i ewentualnie tego żałować niż żałować, że tego ryzyka nie podjąłem. Poza tym złożyłem jeszcze aplikacje na dwa kierunki na UE - informatyka w biznesie oraz informatyka i ekonometria. Nie wiem jeszcze gdzie się wybiorę. Czas pokaże :) 

Tyle na dziś mojego pisania. Jestem póki co zbyt podekscytowany wynikami, żeby coś sensownego napisać.

PS. Jeśli ktoś chciałby mi sprezentować Jacka Danielsa to słać na mój adres, który jest znany xD

wtorek, 29 czerwca 2010

Post no.12: ...

Jutro poznam wyniki matur. Jakoś nie czuję tego, że od nich zależy moja przyszłość. Wiele osób podnieca się, przeżywa to jutrzejsze wydarzenie, część płacze, ze się nigdzie nie dostanie, a ja nic. Szczerze mówiąc zwisa mi to. I tak nie mam wpływu na to co jutro ujrzę. Jeśli będzie dobrze - ok, postudiuje się. Jeśli będzie poniżej moich oczekiwań - trudno, za rok się poprawi, a w między czasie zahaczy się o jakąś Anglię czy coś. Nie mam zamiaru rozpaczać. Póki co zastanawiam się czy płacić wpisowe na UWr. Szanse na to, że dostanę się na dziennikarstwo są mniej więcej takie jakie mają Włosi na obronę tytułu mistrza świata w piłce nożnej. A kasy szkoda. Zawsze można je spożytkować jakoś bardziej sensownie. Na przykład kupić kabel do basu, bo się zepsuł. 

Skoro już zszedłem na temat gitar: zamówiłem sobie akustyka w sklepie, w którym kupiłem bas i elektryka. Dorzuciłem do tego pokrowiec i kabel. Stwierdziłem, że płacił póki co nie będę (Iławo, pożerasz moje środki!), poczekam aż dostanę wiadomość, że gitara jest dostępna. No i dostałem - "Gitara jest nieosiągalna, nie mozemy jej dla Pana sprowadzić". Jasne. W innych sklepach nie mają z tym problemu. Zamówię sobie na allegro. 


Słońce. Nienawidzę. Wolę zimę, zdecydowanie. Jeśli w zimie jest mi zimno to się po prostu ubieram w kolejne bluzy itd. W lecie jest gorąco. Mogę się co najwyżej rozebrać. A wtedy i tak będzie mi gorąco. Poza tym nie można jeździć na nartach, lodowiska są pozamykane. 


W czwartek jadę do Wrocławia pomóc się Justynie przeprowadzać. Lubię Wrocław. Pojadę tam na parę dni, potem posiedzę w domu w oczekiwaniu na Iławę. W tym tygodniu przyjeżdża też rodzina ze śląska. Spoko, kuzyn chce żebym go pouczył gry na basie. Nie lubię uczyć innych. Nie wydaje mi się, żebym był dobrym nauczycielem. Poza tym coś co dla mnie jest oczywiste dla innych niekoniecznie. Dlatego podziwiam nauczycieli. Ale sam bym nie chciał nim być. Wracając do kuzyna - przeraża mnie to, że ja kiedyś prawdopodobnie tez byłem taki denerwujący (jestem?). Na szczęście w przeciwieństwie do większości mówiłem w miarę poprawną jak na swój wiek polszczyzną. Jestem bardzo wyczulony na tym punkcie. Co prawda ostatnio łapie się na tym, że popełniam coraz głupsze błędy, ale nadal strasznie denerwuje mnie używanie przez ludzi "bynajmniej" itp. 

Jak zwykle zszedłem z tematu. Teraz nawet nie wiem o czym pisałem na początku, ale moje wakacyjne lenistwo sprawia, że nie chce mi się sprawdzać.


PS. Moje plecy płoną. Fuck you, sun!

czwartek, 24 czerwca 2010

Post no.11: Farewell!

Nadszedł ten dzień. Ponad półtora roku temu nie pomyślałbym, że nastąpi on tak szybko. Daleki jestem od przywiązywania się do rzeczy, jednak czuję jakby część mnie odeszła :P Ostatnio wystawiłem mojego elektryka na allegro. Powodem tego był wspomniany przeze mnie wcześniej brak radości z grania na nim. Ustaliłem cenę niewiele niższą niż ja za nią zapłaciłem, ale zrobiłem tak tylko dlatego, że po prostu w sklepach podrożała i Hawek wywęszył okazję. Koliny oczywiście stwierdził, że nie sprzedam bo za duża cena, że "gitary sprzedaje się za pół ceny bo się tak przyjęło" (wtf?!). Okazało się jednak, że ze sprzedaniem nie było problemu. 

Przed chwilą wyszedł ode mnie kurier. Co prawda wg wyliczeń na stronie DHL powinienem zapłacić 41zł, a zapłaciłem 65, ale i tak jestem zadowolony. I teraz patrzę na moje trzy wieszaki na gitary, z czego tylko jeden w użyciu. Smutno. Kiedyś miałem elektryka, bas i klasyka. Teraz ostał się jeno bas. Ale niedługo. Mam zamiar kupić akustyka. Lubię dźwięki wydawane przez metalowe struny. Przestery i inne bajery powoli mnie męczą. Z czasem zmienia się mój sposób patrzenia na gitary. 

Kiedyś potrafiłem siedzieć po parę godzin z elektrykiem i grać bez przerwy. Z przesterm, bo clean jest dla noobów. Dziś gram godzinami na basie. Dźwięki jakie wydaje sprawiają, że czuję się szczęśliwy i nie zanosi się na to, żeby miało przestać być tak jak jest. Podobna sprawa z akustykiem. Nie powiem, że gram godzinami bo nie posiadam, ale słuchać mogę bez przerwy. 

Co poradzić, czas na podłączenie basu i zapomnienie elektryka. Albo nie. Nie chcę zapominać. To był całkiem fajny okres w moim życiu, który jednak ewoluował z fascynacji gitarą elektryczną w fascynację gitarą basową czego nie żałuję nic, a nic.

PS. Kto nie widział to polecam serial Spartacus: Blood and Sand. Ogólnie nie jestem wielkim fanem starożytności, jednak ten serial bardzo mi się podoba. Łączy brutalność, intrygi oraz erotykę. Ale w taki sposób, ze HBO nie boi się tego pokazywać w godzinach wieczornych-ale-nie-nocnych. No i gra w tym serialu Peter Mensah (posłaniec perski z "300", ten co to mówił "This is madness!"). I Viva Bianca (ta po lewej na zdjęciu poniżej), która można powiedzieć, że jest pół-Polką. Jest ładna. Ma australijski akcent. Fajnie :)

niedziela, 20 czerwca 2010

Post no.10: Wspomnienia, głosowania i inne pierdy.

Właśnie wróciłem z pierwszego w moim życiu udziału w wyborach jakichkolwiek. Nie powiem, liczyłem że wzbudzi to we mnie jakieś emocje, poczucie że robię coś ważnego. Nie ma jednak tak różowo. Mam jedynie nadzieję, że na pierwszej turze te wybory się skończą i że nie będę musiał oglądać zwycięstwa Kaczyńskiego bo mnie chyba szlag trafi.

Dość o polityce. Każdy ma swoje zdanie i nie mnie osądzać poglądy innych. Miałem zamiar napisać całego posta na temat Mistrzostw Świata, a zwłaszcza o różnicach między pierwszą kolejką spotkań, a drugą. Przeszło mi jednak, gdyż stwierdziłem, że nikogo nie interesuje co ja myślę na ten temat.  

Ogladałem dzis zdjęcia z zeszłorocznego wyjazdu do Iławy (z LO z Gorzowa) i muszę powiedzieć, że już dawno się tak nie ubawiłem. Wróciło do mnie wszystko to co zaszło nad Jeziorakiem. Była to chyba najlepsza wycieczka, na której byłem. Super ludzie, MNÓSTWO zabawnych sytuacji i w ogóle. To tam zdałem sobie sprawę, że w głowie mam coś nie po kolei, zwłaszcza po tym co tam z Kravcem wyczynialiśmy. Wspomnę tutaj między innymi o parówce, która latała i była twarda, o sesji zdjęciowej Hadcronu nad jeziorem, o pudełku z dziurami, o naszych dziwnych zachowaniach względem Marcelusa i innych. W tym roku znów udajemy się na podróż do Iławy. Część składu pozostaje ta sama, część będzie nowa. Fajne jest to, że jedziemy już w zasadzie jako studenci, mimo że wycieczka jest z LO. Przez ostatni rok nabyliśmy z Kravcem nowe doświadczenia, poznaliśmy nowe rzeczy, które mamy zamiar wykorzystać w Iławie, aby ten wyjazd był jeszcze bardziej niezapomniany od poprzedniego, a także bardziej zabawny i "owocny". 

Zbliża się 30 czerwca. A wraz z nim zbliżają się wyniki z matur. Pogodziłem się już z tym, że na dziennikarstwo nie ma widoków. Bardziej prawdopodobne, że będę studiował Informatykę w biznesie lub Informatykę i Ekonometrię na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. To jest mój plan B, w razie bym na dziennikarstwo się nie dostał. Co ciekawsze, nie mam planu C. Także jeśli i te dwa ratunkowe kierunki okażą się nieosiągalne to jestem w dupie. 

Jak tak teraz myślę, to dwa zapasowe kierunki są dla mnie lepsze niż mój wymarzony. Łatwiej po nich o pracę, lepiej płatną zresztą. No i łatwiej z takim wykształceniem będzie mi znaleźć pracę w Kanadzie. Wszyscy myślą, że ja z tą Kanadą to tak sobie żartuję, a tu nie. Po zrobieniu magistra, znalezieniu pracy, zarobieniu na wyjazd i na dobry początek nowego życia chciałbym wyjechać do Kanady (British Columbia i Ontario wchodzą w grę:P). Chyba, że zanim wykonam mój plan pojawi się ktos albo coś co zatrzyma mnie tutaj. Jednak w oparciu o dotychczasowe doświadczenia szczerze w to wątpię. Póki co jednak musze jakoś namówić Magdę na spotkanie. Jak się nie uda to trudno, nic na siłę. Nie chcę po prostu kiedyś sobie pluć w brodę, że nie spróbowałem.

Miał być krótki wpis, ale jakos tak się rozpisałem. Słucham sobie ostatnio tylko Paramore. Nie dość, że lubię ich muzykę, to jeszcze jest to ulubiony zespół pewnej osoby. No i fajnie się gra ich piosenki. Skoro już o graniu mowa. Zastanawiam się czy nie sprzedać elektryka. Złapałem się wczoraj na tym, że nudzi mnie granie na nim. Zdecydowanie wolę mruczenie basu. Lepiej się przy tym bawię. Jak ktoś będzie miał za dużo kasy to może mi kupić pięciostrunowego Fendera. Będę wdzięczny:)

Dobra, kończę. Czeka na mnie nauka rosyjskiego, francuskiego, odcinek Spartacusa i wyścigi w Test Drive Unlimited, a także polowanie na wolny czas Magdy.

CU.


środa, 16 czerwca 2010

Post no.9: Po premierze. Awesome!

No i premiera za nami. Było super. To co dziś zrobilismy przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Po raz pierwszy od trzech lat mojego grania w żagańskim teatrze KWADRAT graliśmy dla pełnej sali, nawet trzeba było donośić dodatkowe krzesła. Wspaniałe. Od razu gra się łatwiej. Nie obyło się oczywiście bez potknięć typu zapomnienie tekstu czy złe zajęcie miejsca na scenie. Pierwsza scena wyszła tak wspaniale, że w kulisach z Fudalim patrzyliśmy na siebie i nam szczęki opadły! Potem było dobrze. Zwłaszcza w scenie gdzie Fudi miał usiąść na skrzynce. Usiadł, ale się połamała. Ludzie zapewne mysleli, że to było zamierzone ale my za kulisami mieliśmy niezły ubaw. Na szczęście Rafał dobrze to ograł. Potem zdarzyło się jeszcze Hołodze zapomnnieć wejść na scenę przez co Piotrek ratował się mówiąc "Co, do nas skaczesz? Nas jest dwóch!". Ciekawy jestem czy ktoś zauważył nasze uśmiechy mimo powagi sytuacji. Dalej już większych wpadek nie było, poza tym że po poślubieniu Orsetty nie za bardzo wiedziałem jak mamy podejść na bok sceny i się lekko zderzyliśmy. Ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że w końcu ją poślubiłem :D Ukłon wyszedł jak wyszedł. Drugi był już chaotyczny, ale za to bardzo radosny. A na końcu dostaliśmy po dyplomach i upominkach od Klubu. Ja dostałem drugą kurę, zamieniłem się na plecak! xD

A teraz co nieco o grze aktorskiej i nie tylko. Zacznę od zdecydowanie najlepszej postaci w naszym teatrze. Fudali, bo o nim mowa, zagrał niesamowicie. On naprawdę się do tego nadaje. Z durgiej strony zaś stoję ja. Im dłużej jestem w teatrze tym bardziej widzę jaki jestem drewniany. Pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie gra naszych kobiet. Po próbach nie spodziewałem się czegoś takiego. Ale jak widać stres ujawnia większe umiejętności. O Magdzie nie będę pisał. Po prostu wiem, że to wszystko nie ma sensu. Ale jak znam siebie to się nie poddam, tylko doprowadzę do tragedii.

Nie wiem co pisać. Z jednej strony jestem szczęśliwy z powodu udanej premiery, z drugiej zaś pojawia się smutek i złość na siebie, że nie potrafię się przełamać i zachowuję się jak dupa wołowa. Czy innego radzieckiego uczonego. Dobra, dość samokrytyki. Nadchodzi czas na koniec wpisu. Idę oglądać drugą połowę meczu Urugwaj - RPA. Dobranoc.

PS. Paramore jest ładne. I ma adekwatne do mojej sytuacji teksty jak chociażby:

I'm not going
Cause I've been waiting for a miracle
And I'm not leaving
I won't let you
Let you give up on a miracle
Cause it might save you.


wtorek, 15 czerwca 2010

Post no.8: Premiera nadchodzi!

Już jutro o godzinie 18 w Klubie Garnizonowym w Żaganiu odbędzie się premiera sztuki teatralnej pod tytułem "Awantura w Chioggi", w której to pojawi się moja osoba. Zapraszam wszystkich serdecznie, zwłaszcza że jest to komedia, a na dodatek istnieje szansa na to, że nam nie wyjdzie, a więc zabawa będzie przednia!

Dziś mieliśmy próbę generalną. W zasadzie z generalną to ona niewiele wspólnego miała. Nie było Hołogi, scena finałowa opierała się na śmiechu całej obsady. Potem jeszcze dwie osoby poszły i już w ogóle powaga odeszła. Nie wiem jak to jutro będzie wyglądało. Mam nadzieję, że jednak nam to wyjdzie, że stres sprawi, iż część naszej ekipy weźmie się w garść i wzbije się na wyżyny swoich umiejętności.

Kolejna próba to także kolejna okazja do spotkania się i porozmawiania z M. Dziwna sprawa, na gg nie jesteśmy w stanie ze sobą rozmawiać na dłuższą metę, za to na żywo idzie nam to całkiem nieźle, chociaż też bez rewelacji, jednak z próby na próbę coraz lepiej. Być może jest to wina mojej "dziwności", a nawet "nerdowości". Zastanawiam się co robić. Jakie wykonać kroki, aby w najbliższej przyszłości tego nie żałować. Decyzję musiałbym podjąć w przeciągu tygodnia, bo potem zobaczymy się prawdopodobnie dopiero na występach we wrześniu, a potem całkiem możliwe że już nigdy.

Teraz parę zdań o mistrzostwach. Z początku oglądałem wszystkie mecze, jako że jestem fanem piłki nożnej. Z meczu na mecz coraz częściej twierdziłem, że te mistrzostwa są niedorobione. Teraz oglądam mecze z nadzieją na to, że coś się zacznie dziać. Poza trąbieniem oczywiście. Aktualnie jestem w trakcie oglądania meczu Brazyli - Korea Północna. Póki co zapowiada się niespodzianka, jest remis. I nie jest to bynajmniej jednostronne widowisko. Koreańczycy nie tylko się bronią, ale też wyprowadzają całkiem sensowne ataki (kończące się niestety strzałami w trybuny). Brazylia nie przypomina mi tej drużyny sprzed paru lat, która miażdzyła wszystko co stawało jej na drodze. O, właśnie Brazylia strzeliła bramkę. Super. W zasadzie to zwisa mi kto wygra ten mecz. Chciałbym oglądać piękne bramki. Dziwi mnie tylko, że Brazylijczycy kazali nam tak długo czekać na bramkę.
A! Właśnie! Jeśli Kaczyński wygra wybory to... nie, nie powiem, że wyjeżdżam z Polski, bo nie wyjadę (przez co najmniej 5lat:p). Ale jeśli wygra, to ja przestanę wierzyć w Polaków.

I tym optymistycznym akcentem...

Przypominam!
16.06.2010r. godzina 18:00
Klub Garnizonowy w Żaganiu
Premiera spektaklu "Awantura w Chioggi"
Występują: Ja, M., Inni :P

niedziela, 13 czerwca 2010

Post no.7: Nudo zgiń!

Niedziela. Dzień, który w trakcie roku szkolnego był zbawieniem i dniem radosnego obijania się (przynajmniej przeze mnie). Dziś, półtora miesiąca po zakończeniu roku szkolnego z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że mam już dość wakacji (jakkolwiek to nie brzmi). Może późniejsza część okaże się bardziej owocna, bo to wyjazd do Iławy, to przeproawdzka do Wrocławia, jednak póki co jest straszna lipa. Nie to, żebym narzekał. Cieszę się z wakacji, zwłaszcza że to jedne z moich ostatnich (jeśli nie ostatnie) tak długie wakacje. Musiałbym się zastanowić nad jakim sensownym ich zagospodarowaniem.

Dostaliśmy wczoraj w Żaganiu bojową misję. Przeczytać scenariusz w trakcie weekendu. Coś mi się wydaje , że to zadanie niewykonalne. Już wolę leżeć i nic nie robić niż czytać scenariusz. Chcę oczyścić umysł przed premierą. Pozbyć się niepotrzebnych emocji i uczuć, którymi darzę niektóre osoby w teatrze. Co prawda niektóre uczucia pomagają mi w graniu, ale wolę szybko się ich pozbyć. 

Z winampa leci Behemoth. Pozytywnie nastraja mnie do działania. Dzięki temu pozbywam się całego gniewu machając łbem. Zreszta jednym ze sposobów na pozbycie się gniewu i złości jest ten blog, mogę tutaj wylać całą żółć. A jak to nie pomaga, to biorę bas i gram. Metoda ostateczna, ale ZAWSZE skutkująca. 

Skoro już o basie wspomniałem, aktualnie ogrywam KISS. Bardzo dobry zespoł, z bardzo dobrych lat. Prawdziwy rock w przeciwieństwie do większości tego co serwuje się nam w radiu. Kiedyś już próbowałem grać ich piosenki, jednak okazywały się zbyt trudne/szybkie. Teraz z większością daję radę, bardzo fajnie jest zauważać postęp w umiejętnościach, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że im dalej w las tym trudniej. Ale nie poddam się. Bas póki co znajduje się na równi z kobietami. Oczywiście nie we wszystkim, żeby nie było wątpliwości.

Dobra, kończę. Mama przyniosła mi truskawki ze śmietaną, więc muszę je pożreć. W tym miejscu chciałbym pozdrowić Olę, która czytam moje wpisy (przynajmniej tak mówi) mimo że je "napierdalam" :D

PS. Wszystkiego najlepszego po raz trzeci Asiu, stara babo! Myślę, ze to czas abysmy zakończyli naszą znajomość. (:D)

sobota, 12 czerwca 2010

Post no.6: Łorld Kap i Teatralne Próbowanie.

Ostatnio obiecałem, że naskrobię coś o Mistrzostwach Świata jak już się zaczną. Nadeszła ta chwila, choć mam opisac je jednym słowem. Wuwuzele. I daj tu komuś trąbę do ręki...

A teraz przejdźmy do tematu poważniejszego, aczkolwiek nie do końca. Odbyła się dziś kolejna próba naszego teatru. Spóźniłem się na nią 40 minut bo autobus mi uciekł. Ogólnie mogę stwierdzić, ze była to pierwsza próba, na której nasza sztuka JAKOŚ wyglądała. Niepokojące jest jedynie to,  że do premiery zostały 4 dni i jedna próba dzień wcześniej, a to nadal nie wygląda tak,  żeby się tym chwalić. No nieważne, zobaczymy jak to wyjdzie w środę. 

Halina po raz kolejny mnie zaskoczyła. Źle pozapisywała sobie sugestie aktorów na scenariuszu i teraz próbuje nam wmawiać, że coś było inaczej i mamy nie dyskutować. No ja piórkuję! Graliśmy poszczególne sceny pod okiem aktora z miliard razy, więc chyba każdy z nas pamięta co i jak ma robić. Nie siedzileiśmy w przeciwieństwie do niektórych obok aktorów i nie popijaliśmy kawki, ani nie pożeraliśmy ciasteczek. 

Kolejna sprawa.  Dostało się dzisiaj Magdzie za to, że musiała w pewnym moencie wyjść, bo była gdzieś tam umówiona. Nigdy wczesniej nie widziałem Haliny w takim amoku. Zaczeła wypominać wcześniejsze nieobecności, w pewnym momencie wydawało mi się, że się zaraz zdetonuje. Rozumiem Magdę i to, że nie podporządkowuje swojego planu dnia pod teatr, bo w takiej formie to nie ma sensu. Możliwe, ze jeśli akurat o Magdę chodzi nie jestem obiektywny, ale to temat na osobny wpis. 

W końcu Halina przeszła na Martę, która wspominała wcześniej, że nie będzie w sobotę obecna, bo ma jakieś tam zabezpieczenie z ratownictwa czy uj wie co. Mimo wszystko nasłuchaliśmy się jak to jesteśmy nieodpowiedzialni i w ogóle.  Oczywiście sama Halina to mało, miała jeszcze oczywiście Dorotę. One razem tworzą zgraną parę na miarę Zordona i Alfy.  Na szczęście już niedługo to wszystko się skończy, nie będę musiał zawracać sobie głowy niepotrzebnymi sprawami. Zwłaszcza że teatr w zamierzeniu miał być zabawą, odskocznią od codzienności, a skończyło się na wielkiej wojnie i traceniu kasy na bilety.


Ja pieprzę. Tak pisze i piszę i nie wiem już co zawarłem w tym wpisie, ale nie chce mi sie go drugi raz czytać. Co tam. Dobranoc, czy coś :D

piątek, 11 czerwca 2010

Post no.5,5: Shame!

Jako że czekam aż nadjedzie Justyna i jej Tico W Kwiatki, a także muszę poczekać pół godziny, żeby obejrzeć ostatnie 10 minut czwartego odcinka V (fuck you MegaVideo) postanowiłem napisać notkę. Skąd numer 5,5? Jest to poniekąd uzupełnienie mojego poprzedniego wpisu. Poza tym uznałem, że na liczbę całkowitą musze sobie zasłuzyć odpowiednią długością. I mam nadzieję że nie muszę mówić że chodzi mi o posta.

Był dzisiaj (a w zasadzie jak patrzę na godzinę, to wczoraj) u mnie Koliny. W pewnym momencie stwierdził, że jestem nienormalny bo założyłem i na dodatek, o zgrozo, chwalę się nim w opisie na gg ku uciesze Kolinego i Krystiana. Ponoć ubaw mają niesamowity. Jakby nie patrzeć nie jest to mój problem, a także mnie to nie śmieszy nawet mimo mojego BARDZO specyficznego poczucia humoru. Skoro posiadanie bloga, w którym pisze się o codziennych (ale niekoniecznie) sprawach, o tym co mnie cieszy i smuci, jest śmieszne to teraz muszę dodać coś jeszcze, coś co pewnie sprawi, że tacy ludzie jak Koliny będa płakać ze śmiechu. Założyłem konto na Twitterze. Chociaż nie, źle mówię. Konto założyłem 11 miesięcy temu, ale od dziś zamierzam ćwierkać co jakiś czas. Trzeba się uspołeczniać, a skoro w realu bez sukcesów to może chociaż w Internecie. Może kolejny level w moim życiu, jakim będą studia przyniesie więcej sukcesów w rzeczywistości. Ale to już temat na innego, dłuższego posta, na którego pora nadejdzie kiedyś ;p

PS. Po raz kolejny ujawniła się moja skłonność do zmieniania tematu w trakcie notki. Chyba jeszcze się nie zdarzyło,  żeby początek i koniec trzymał się, za przeposzeniem, kupy. No może poza wpisami o hokeju, ale wśród osób którym chce się czytać moje wypociny prawdopodobnie nikt hokeja nie lubi.

PS2. A! Byłbym zapomniał! http://twitter.com/Hawek

Post no.5: O ludzie, o ludzie!

1. Kraviec założył bloga. Jestem trochę w szoku ale co tam. Jeśli ktoś chciałby zajrzeć do Kraviarenki to zapraszam na http://kravcio.blogspot.com/, bo z tego ci widziałem to Krav fajnie pisze :P
2. Wczoraj po raz pierwszy od długiego czasu puściłem sobie Behemotha. Był taki okres, że słuchałem coraz to lżejszej muzyki, jednak po ponownym przesłuchaniu dyskografii B doszedłem do wniosku, że mój gust muzyczny już się ukształtował. Lubię zarówno indie rock,  jak i najbardziej ekstremalne odmiany metalu, a także większość tego co się między tymi gatunkami mieści.  Chciałbym w tym miejscu wspomnieć, że nadal moim ulubionym zespołem pozostaje Behemoth i nie zanosi się na to, zeby jakiś inny zespoł zajął jego miejsce. Zresztą wystarczy spojrzeć na mojego lasta: http://www.lastfm.pl/user/Hawek16

3. Wczorajsza próba teatru utwierdziła mnie w przekonaniu, że nasza premiera (już 16.06.10r. w Klubie Garnizonowym w Żaganiu!)  będzie albo cudem, albo spektakularną klapą. Znów nie było paru osób, znów momentami było drętwo, a na dodatek na początku jacyś gimnazjaliści ustrajali salę na bal gimnazjalny zachowując się przy tym jak guźce wyrwane z naturalnego środowiska. Jutro próba kolejna, mam nadzięję, że w pełnym składzie. Poza tym zauważyłem, że pani "reżyser" chyba źle pozapisywała sugestie aktorów w niektórych momentach, a teraz się upiera że tak ma być co mnie niezmiernie denerwuje.

4. Mistrzostwa Świata zaczynają się dziś! A więc zaczyna się okres, w którym będzie się oglądało po dwa mecze dziennie. Ciekawy jestem kto w tym roku wygra i mam nadzieję, ze nie będą to włoskie panienki. 

5. Po raz kolejny nie odbyła się próba "zespołu" jaki tworzę z Kubą, Krystianem i Jędrkiem (który nomen omen nie pojawił się jeszcze na żadnej próbie). Jeśli tak ma to dalej wyglądać to ja się niezmiernie cieszę, że za parę miesięcy wyjeżdżam do Wro i może tam znajdę jakiś NORMALNY zespół. 

6. Zacząłem grać Guns'n'Roses na basie. Bardzo ładne. Tak samo jak Rancid na basie. Tylko ze niektórym osobom nie podoba się taka muzyka, lub są też inne powody i dlatego nie możemy tego grać. Bardzo ciekawe jest to, że jak gramy coś z "zespołem", to jest to popis gitarzysty, a na basie banał. I musze słuchać "weź nic nie mów, ty i tak prawie nic nie robisz". Jak zaproponuję coś co na basie jest ciekawsze, a na elektryku proste to słyszę "nie będę tego grał bo to jest nudne". Dziękuję bardzo za takie coś. Jak gram w domu razem z moim zespołem MIDI to przynajmniej nie marudzą ;p

7. Ja chcę już wyniki z matur! Nie dlatego, że mnie ciekawią, tylko dlatego że chciałbym już zakończyć skłądanie aplikacji na uczelnie.


8. Skoro już się chwaliłem lastem, a także polecałem blog Kravca, to dam też linki do naszej radosnej twórczości zwanej potocznie Hadcronem. Jestem zszokowany, ze dostałem ostatnio propozycję zagrania Stopy na żywo, w ogóle koncertu. Świat się kończy.

http://www.myspace.com/hadcron

PS. Krav napisał o pewnej piosence, którą również chciałbym polecić. Still Alive śpiewane przez Ellen McLain to jeden z niewielu utworów, który mi się ostatnimi czasy spodobał. Gra, z której pochodzi (Portal) też jest warta uwagi.

 

czwartek, 10 czerwca 2010

Post no.4: Sranie pierdów, czyli źle jak jest.

Ha!!! Blackhawks wygrali Puchar Stanleya! Ale poza tym jest źle. Bardzo źle. Zaczynając od najświeższego problemu: jestem niewyspany, spałem od 6 do 7:20, jako że oglądałem mecz Blackhawks – Flyers w nocy, na dodatek przedłużył się, była dogrywka, a potem jeszcze trzeba było obejrzeć jak Blackhawks celebrowali zwycięstwo :D

Jednak poza niewyspaniem jest też parę innych powodów, który świadczą o „złości” obecnych czasów. Jednym z nich jest konieczność wyjazdu do Żagania na próbę. Dziś. Jestem niewyspany. Nie umiem tekstu. Nie chce mi się. No ale cóż, wiedziałem na co się piszę.

Lecimy dalej: nastały czasy strasznie kasożerne. Nie dość, że spalił mi się zasilacz wczoraj i musiałem nabyć nowy, to jeszcze ok. 200zł musze wydać na wpisowe na uczelnie, obóz w Iławie podrożał i jest krótszy (kolejne 600zł w plecy), bilety na dojazdy na próby do Żagania też darmowe nie są, no i jeszcze musze mieć kasę na pewną rzecz (w zasadzie to nie jest rzecz), o której nie chcę publicznie rozmawiać. Na dodatek chciałbym pojechać na Jarocin, polecieć do Anglii i w ogóle, ale z moim zapałem do pracy chyba będę musiał się zadowolić tym co mam. I zacząć się uczyć francuskiego. I odkładać kasę na wyjazd do Kanady w odległej przyszłości.

 

PS. ArenaNet ujawniła drugą klasę, która znajdzie się w przyszłym GW2. Warrior sam w sobie jest fajny, jedyne co mnie zasmuca to to, że w grafice pojawiają się elementy anime czy tam mangi, które jak wiemy śmierdzą. 

PS7. Lem to najlepszy polski pisarz.

PS2. Spotkałem się z wczoraj z opinią, która brzmiała mniej więcej tak: „Ludzie, wy macie już 19 lat, przestalibyście grać w te durne gry w końcu i zajęli się czymś poważnym” (to moja luźna interpretacja, nie było tak dosłownie, co nie Kasiu? Xd). Nie dam się! Skoro ludzie w każdym wieku mogą oglądać odmóżdżające tasiemce, czy inne Tańce z Gwiazdami to czemu ma być inaczej z grami? W ogóle przestańmy używać komputerów, bo tylko dzieci się nimi „bawią”.

PS5. Najwyższy poziom trudności w NHL09 momentami mnie przeraża. Kto to widział żeby w finale Pucharu Stanleya wygrać 13:2? A następne dwa mecze z jakimś słabeuszem przegrać po 3:0? xD

PS4. Cała Polska przeżywa kosmiczną porażkę z Hiszpanami, a ja nic. Co za profesjonalizm z mojej strony czyż nie? Jutro zaczynają się Mistrzostwa Świata w Murzynowie więc może coś więcej na ten temat naskrobię wbijając przy tym szpilę w polski futbol.

PS3. Wiem, że Psy wkurzają, zwłaszcza jak jest ich więcej niż jeden czy dwa.

PS6. Wkurzają jeszcze bardziej gdy są nie po kolei.

czwartek, 3 czerwca 2010

Post no.3: First non-hockey post. Teatralny łorkałt.

Oto pierwszy post, który nie jest związany z hokejem, a to dlatego, ze nie chce mi się opisywać porażki Blackhawks.

Wczoraj odbyłem fascynującą jak zwykle podróż do Żagania (whaaaat?!) w celu szlifowania naszej nowej sztuki „teatralnej”. Nie pisałbym o tym gdyby to była zwykła próba, bo wtedy nie byłoby o czym pisać. Wczoraj mieliśmy warsztaty z aktorem chyba z Zielonej Góry, zresztą nie wiem skąd. To była pierwsza próba w trakcie całego okresu przygotowań, która mi się naprawdę podobała. Oczywiście nie udało się zebrać wszystkich, także musieliśmy niektórych zastępować. Mieliśmy w planach zrobić końcówkę, bo cała reszta była już rozpisana na wcześniejszym spotkaniu z aktorem, na którym z powodu matur nie byłem obecny. Ale wracając do tematu, zaczęliśmy od sceny,  w której wychodzę zdenerwowany i mówię jakiś tam monolog. Zagrałem to jak zwykle nasz „reżyser” mi kazał. Po chwili dostałem polecenie od aktora żebym to zagrał inaczej. Jak się okazało był to taki sam sposób, w jaki grałem to wcześniej, zanim „reżyser” kazał mi to zagrać inaczej. Ale to nie jest ważne. Jedną scenę robiliśmy chyba ponad godzinę, graliśmy ją z miliard razy. Bardzo mi się to podobało, bo dzięki temu nasza sztuka będzie chociaż dobrze zmontowana. No i dzięki wielokrotnemu powtarzaniu nauczyłem się tekstu.

Warsztaty trwały 3,5 godziny, a po odejściu aktora zostaliśmy, żeby sobie wszystko powtórzyć. Było gorzej, znów zaczęły się przestoje, tak jakby to, że aktor sobie poszedł oznaczało powrót anarchii na scenie. Żeby jednak zrozumieć o co chodzi musimy się cofnąć do czasu gdy aktor był jeszcze obecny. Niektóre osoby za kulisami tak darły mordy, ze aktor musiał ich uciszać. To zazwyczaj skutkowało. Później jednak za kulisami rozgrywały się dantejskie sceny. Zazwyczaj by mi to nie przeszkadzało, ale wczoraj było tak fajnie, że zastanawiałem się czy się nie zdetonować. Nawet Fudalemu przeszkadzał hałas.

Teraz trochę o atmosferze w teatrze. Jest zupełnie inaczej niż rok czy dwa lata temu, kiedy to nasza ekipa była mniejsza i zawierała Zawiślaka. Nie mówię, że jest gorzej. Jest po prostu inaczej. W tym roku mamy dosyć dużą ekipę, jest duża rozpiętość wiekowa. Tym co różni ten rok od poprzednich lat jest to, że wcześniej cała ekipa była w miarę jednolita, wszyscy darzyliśmy się sympatią (no, czasami trochę mniej). W tym roku jednak część osób jest mi całkowicie obojętna, część denerwuje mnie swoim zachowaniem, część lubię, no i tak się niefortunnie złożyło, że jedna osoba jest przeze mnie bardziej lubiana niż inne. Wcale mnie to nie cieszy, zwłaszcza że bierzemy na scenie ślub :P Jeszcze gorzej – w związku z moim rychłym wyjazdem do Wrocławia na studia nie będziemy się przez długi czas widzieć. Być może to i dobrze, zaoszczędzę sobie cierpienia czy czego tam.

A teraz zakończenie, które zupełnie nie będzie związane z całym tematem posta. Mam nadzieje, że z tego chorego czegoś co się ze mną dzieje uleczy mnie Wrocław. Już raz się udało, może teraz będzie podobnie. Tylko że ja nie wiem czy chcę być wyleczony. Być może warto poczekać ten rok? Nie wiem, mam jeszcze cztery miesiące na podjęcie decyzji. Mój błąd: Hawek! Lokujesz uczucia nie tam gdzie trzeba! Xd

 

 

 

BAZZINGA!

wtorek, 1 czerwca 2010

Post no. 2: Antti Niemi rządzi!


Drugi mecz finałowy za nami. Chicago Blackhawks wygrało 2-1 i prowadzi w finale 2-0 z czego jestem bardzo zadowolony. Jednak o wczorajszym meczu później, najpierw mam zamiar pisać o bohaterze wczorajszego spotkania między Hawks a Flyers, a mianowicie o Antti Niemim, bramkarzu drużyny z Chicago. Jego niesamowite interwencje po raz kolejny uchroniły Blackhawks przed porażką.

Niemi zadebiutował w NHL w sezonie 2008/2009 (miał 23 lata) i grał w barwach Chicago Blackhawks. Rozegrał zaledwie trzy mecze po czym przeniósł się do Rockford IceHogs (AHL). W obecnym sezonie powrócił do Chicago Blackhawks i w trakcie sezony grał w 39 meczach uzyskując współczynnik SV% .912. W drugiej części sezonu zastąpił w bramce 34-letniego Cristobala Hueta, weterana NHL, który spisywał się rozczarowująco (SV% na poziomie .895). Antti Niemi może uznać obecny sezon za udany, zwłaszcza ze w swoim debiucie w playoffach dotarł ze swoja drużyna do finału.
Przed poniedziałkowy meczem nr 2 media zastanawiały się kto wyjedzie na lodowisko w podstawowym składzie. Jednak nikt nie brał nawet pod uwagę tego, że trener Blackhawks Joel Quenneville mógłby wpuścić na lodowisko Hueta zamiast Niemiego. Mimo że w meczu nr 1 Niemi wpuścił aż 5 bramek, tyle samo co bramkarz Flyers Michael Leighton, trener nie rozważał nawet zmiany bramkarza, w przeciwieństwie do trenera z Filadelfii Petera Laviolette, który po stracie piątej bramki zmienił Michaela Leightona na Briana Bouchera.
W swoim osiemnastym występie w playoffach Niemi błyszczał. Jednak początek meczu nie był dla niego zbyt dobry, gdyż przez całą pierwszą tercję miał mało interwencji i ciężko mu było pokazać się z dobrej strony. Philadelphia Flyers stosowali taktykę z pierwszego meczu – zażegnywać niebezpieczeństwo i liczyć na okazję do strzelenia bramki, nie ugiąć się pod ciągłym naporem Blackhawks. Po dwóch tercjach Niemi miał na swoim koncie 33 udane interwencje. W siódmej minucie drugiej tercji wspaniale obronił strzał Mike’a Richardsa i od tego momentu można uznać, że gra toczyła się pod jego dyktando. Bronił jak natchniony. Kilka minut później genialnie złapał krążek w rękawicę po strzale Arrona Ashama. Cztery minuty później w ciągu 28 sekund jego drużyna strzeliła dwie bramki i na koniec drugiej tercji Blackhawks wygrywali 2-0, a Niemi zachowywał czyste konto.

Trzecia tercja była zdecydowanie najciekawsza. Blackhawks rzadko opuszczali swoją strefę obronną, lecz Antti Niemi był wciąż niepokonany, zaskakiwał niesamowitymi paradami. Jednyą bramkę jaką fin puścił tego wieczoru zapisał na swoje konto Simon Gagne. W zasadzie bramkarz Chicago nie miał przy tym strzale szans. Po pierwsze Flyers grali w przewadze, po drugie Jeff Carter zasłaniał Niemiemu pole widzenia. Po stracie bramki mecz stał się o wiele ciekawszy. Kibice byli zaniepokojeni, gdyż jednobramkowe prowadzenie w hokeju to nic. Jednak mimo ciągłych ataków ze strony Flyers Niemi nie skapitulował po raz drugi, bronił wyśmienicie. Po zwycięstwie 22,275 kibiców Chicago skandowało jego nazwisko. Bardzo spodobały mi się słowa jakie Niemi wypowiedział w wywiadzie po meczu. Na pytanie jak to jest, że rozgrywa mecz życia zaraz po meczu, który do najlepszych nie należał odpowiedział, że ciężko to wytłumaczyć, jednak cieszy go, ze tak się dzieje oraz że chciałby aby jego forma utrzymała się na kolejne spotkania. Dodał również, że to jak ludzie reagują na grę jego drużyny jest niewiarygodne.

Podziwiam Niemiego za to jak gra, za jego postawę w ostatnim meczu, a także za jego skromność i stałe rozwijanie się. Z meczu na mecz staje się coraz lepszy i mam nadzieję, ze w kolejnych meczach finałowych pokaże, że nie było to jednorazowe olśnienie.


Póki co jednak Niemi spokojnym krokiem zmierza w stronę listy moich ulubionych bramkarzy NHL, gdzie dołączy do Marca-Andre Fleury i Roberto Luongo.