W Londynie było super.
A teraz przejdźmy do spraw bardziej aktualnych. Otóż jestem już sobie we Wrocławiu, zabawa jest przednia. Przyjechałem tu w sobotę 25.09.10r. Jakoś na początku się ogarnąłem, a w poniedziałek miałem pierwsze spotkanie integracyjne umówione przez forum. Było fajnie, mimo że było nas tylko 8 osób.
We wtorek miała się odbyć integracja W4. Oczywiście też tam byłem, poszliśmy na Słodową. Tam spotkaliśmy Wydział Chemiczny. Ludzie się wymieszali i poszliśmy do Fuga Mundi. Niestety było tam miliard osób, więc cześć (w tym ja) odłączyła się i ruszyła w stronę pasażu Niepolda. Nie wiedziałem wcześniej, że tam jest tyle klubów. Poszliśmy do Strefy Zero. Fajna muzyka + tanie piwo i było miło.
Następnego dnia miałem Dni Wstępne. Najpierw parę godzin nudy, a potem po dwugodzinnej przerwie kolejne 3 godziny BHPowej nudy. Po zakończeniu poszedłem z Kravcem i Zdzichem na spotkanie integracyjne W11. Mają dużo dziewcząt, nie to co nasza biedna Elektronika... W piatek o 7:30 wykład z Analizy na rozbudzenie. Super, prawie nic nie zrozumiałem, ale jestem dobrej myśli. Potem jakieś ściemnianie i na weekedn do domu. Po drodze korek na autostradzie, który nagle z niewiadomego powodu zniknął.
W sobotę się obijałem, a wieczorem udałem się na 18stkę Hanki. Było miło, super ludzie. Był tylko jeden problem. Hawek nie znał umiaru i umarł. I nie pamięta 70% imprezy.
Jeśli chodzi o niedzielę to spędziłem ją na zmartwychwstawaniu. W poniedziałek rano wyruszyliśmy spowrotem do Wrocka. O 15 miałem wykład z TI. Dwie godziny nudy (no co ty! Edytor równań w Wordzie jest super!). Potem 2h Algebry. Zapowiadało się tragicznie, ale skończyło się bardzo wesoło. Głównym tego powodem było to, że wykładowca nie umiał sobie założyć mikrofonu i kabel na twarzy mu wisiał. I wyglądał jak połączenie Gargamela z Ufoludkiem.
O tu -> A teraz kończę ten wpis i idę grać w Burnouta. Bye!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz