poniedziałek, 18 lipca 2011
Post no.31: Sesja i Śląsk.
5 lipca zakończyły się trwające blisko trzy tygodnie rozgrywki Summer Sesja Cup. Udział wzięło cholera-wie-ile drużyn, a zwyciężyła jak co roku drużyna Politechniki Wrocławskiej. Skupimy się jednak na potyczkach jednego z przedstawicieli Olbrachtów Hawks z kolejnymi zawodnikami PWr. Zaskakujące jest to, że Wrocławianie dość długo napotykali na opór ze strony drużyny z okolic Żar. Ale zacznijmy od przedstawienia zawodników. Hawek, bo to jego spotkania z graczami Polibudy przedstawimy, do turnieju podszedł podbudowany wcześniejszymi sukcesami, czyli świeżym jeszcze zwycięstwem w Pucharze Mniej Ważnych Przedmiotów, a także triumfem w Winter Sesja Cup. Jak się jednak okazało pierwszy udział w letniej edycji nie był aż tak udany. Zaczęło się od pierwszego meczu z Instytutem Fizyki w składzie Mulak-Pawlikowski-Szatkowski. Szybkie trzy bramki i Hawek nie miał czego szukać. Najgroźniejszy standardowo okazał się być Pawlikowski, kapitan Instytutu Fizyki. Po pierwszej porażce Hawek pewny, że gorzej nie będzie przystąpił do drugiego spotkania tym razem z przedstawicielem Instytutu Matematyki(sekcja Analizy Matematycznej), Marianem Gewertem. Walka trwała do samego końca, jednak bramka zdobyta przez Gewerta w ostatniej minucie zadecydowała o jego zwycięstwie. Później w turnieju miały się odbyć jeszcze rewanże zarówno z Fizykami, jak i Matematykami. Dzień po drugiej porażce doszło do starcia z Instytutem Informatyki (sekcja Programowania). Mecz był bardzo jednostronny i zakończył się takim wynikiem, że aż wstyd go tutaj podać, zlitujmy się nad zawodnikami Pwr. Dzięki temu nie był konieczny rewanż. W ogólnym rozrachunku Pwr prowadziło już 2:1 z Olbrachtów Hawks. Do rozegrania pozostały jeszcze dwa mecze: z Matematykami i z Probabilistami. Mecz z Matematykami został poddany przez Hawka, który liczył na korzystny wynik w rewanżu. Mecz z Probabilistami rzutem na taśmę został przez Hawka wygrany. Było więc 3:2 dla Pwr i 3 rewanże do rozegrania. Obyło się jednak bez niespodzianek. Rewanże toczyły się pod kontrolą zwycięzców pierwszych spotkań. W ten oto sposób drużyna Politechniki Wrocławskiej zwyciężyła w finale z Olbrachtów Hawks 3:2 i to ona przez kolejny rok będzie dzierżyła tytuł Master of Sesja. Za chwilę przejdziemy do zgrupowania przegranej drużyny na Górnym Śląsku, ale najpierw ogłoszenie płatne.
Teraz, gdy poznaliście już prawdę i wiecie na kogo głosować* mogę z czystym sumieniem przejść do dalszej części wiadomości sportowych.
A tam, pieprzę. Koniec stylizowanych wpisów (przynajmniej na jakiś czas). Jak wszyscy doskonale widzą Creative Writing w moim wykonaniu jest bardzo okaleczone i upośledzone, dlatego też dalsza część tego posta będzie napisana w miarę normalnie (jak na moje standardy).
Przyjechałem sobie na Śląsk i o pobycie w Golasowicach nic specjalnego powiedzieć nie mogę, bo jak zwykle był nudny i trzeba było słuchać jak Kaśka drze bezustannie mordę. Ale jaśniejszymi punktami tego wyjazdu oczywiście były wizyty w Pielgrzymowicach. Spotkałem się ze swoimi ulubionymi kuzynkami po roku przerwy. Z Marcelą jak to z Marcelą, zawsze jest fun, fun, fun, fun. Do tego pograliśmy w badmintona i w ogóle. Było zabawnie, a w sobotę wieczorem odbył się grill. Nie powiem, obawiałem się że szału nie będzie, ale jak się później okazało niepotrzebnie. Było super i w ogóle szpas. Szkoda tylko że druga ulubiona kuzynka zwana Julią nie przyjechała, bo miała ważniejsze rzeczy do roboty. No ale na następny dzień się zrehabilitowała i też było miło. Zauważyłem na dodatek, że z wizyty na wizytę kuzynki robią się coraz bardziej hot. Za moment wyjeżdżam stąd ze wspomnieniami, które prawdopodobnie będą musiały mi wystarczyć na cały kolejny rok. No chyba że stanie się cud i Górny Śląsk w końcu zawita w lubuskie, albo chociaż na Dolny Śląsk. W sumie nie wiem co mam więcej napisać. Nie jestem w stanie ubrać w słowa tego co czuję każdego roku po wizycie w Pielgrzymowicach czy Bziu (o przepraszam, w Jastrzębiu). Nie pozostało mi nic innego jak pozdrowić moje ulubione kuzynki – Marcelinę, Julię i Agatę. Zwłaszcza tą drugą bo się domagała, a także jest prawdopodobnie jedną z niewielu osób, które czytają moje wypociny. A o takich trzeba dbać. Take care!
*1. sarkazm : złośliwa ironia, szyderstwo (by sjp.pl)
niedziela, 5 czerwca 2011
Post no.30: Michael Hawek Show
Jako że mamy czerwiec, a na dodatek jest cieplaśno pozwoliłem sobie na takie hawajskie przywitanie. Skoro już o cieple mowa: nie lubię. Zima to moja ulubiona pora roku, chociaż mróz czasami strasznie mnie denerwuje. Na drugim miejscu plasuje się wiosna, bo to ani za zimno, ani za ciepło. Tak w sam raz. Ale mimo że do astronomicznego lata jeszcze trochę zostało to przyjmijmy że już się zaczęło i mnie denerwuje. Tyle moich filozoficznych wywodów na dzień dobry.
Teraz przejdźmy do tego o czym mam zamiar dziś tutaj naskrobać. Po pierwsze o muzyce, a raczej o tym jak to mój gust muzyczny się rozszerzył i wypłynął na tak niebezpieczne wody, że sam Kapitan Jack Sparrow by się zawahał czy ryzykować swoje życie. Następnie o hokeju, dawno nie było. Aktualnie trwa walka o Puchar Stanleya więc nie byłbym sobą gdybym o tym nie wspomniał. Kolejny temat to AR LUZ. Szykują się zmiany i strasznie jestem ciekaw czy na dobre, czy też wręcz przeciwnie. Na koniec o mojej ostatniej wizycie w kinie, a w zasadzie o filmie, który dane mi było tam zobaczyć.
Zaczynamy!
Witam wszystkich zgromadzonych w kolejnym odcinku Hałkowych Przemyśleń, czyli Michael Hawek Show. Na początek poznamy Michała, zadeklarowanego metalowca/rockmana, który ostatni dni spędza na słuchaniu trzech znanych wszystkim wokalistek. Powitajcie go gromkimi brawami!
- Witaj Michale! Opowiedz nam o swoim problemie.
- Witam. Osobiście nie uważam, że mam problem no ale skoro już tak to ująłeś to powiedzmy, że się z tym zgadzam. Otóż ostatnio bez ustanku słucham utworów Marii Peszek, Adele oraz Lady Gagi.
publika się śmieje, ale na sali pojawił się również niepokój i zaduma
- Michale, kto jak kto, ale żebyś Ty słuchał Lady Gagi?
- Tak myślałem, że pozostałe dwie wokalistki zostaną pominięte i przejdziesz od razu do Gagi. No tak, czego mogłem się spodziewać po mainstreamowym show.
- Przestań pierdzielić, tylko odpowiedz na pytanie. Chciałeś nieszablonowej odpowiedzi to masz.
- Otóż postanowiłem sobie przesłuchać płytę Born This Way Gagi, bo lubię wiedzieć czym publika się tak jara. Puściłem w odtwarzaczu, zacząłem sobie programować i po pięciu godzinach złapałem się na tym, że ta płyta wciąż leci i nie przeszkadza. Nie mówię, że nagle zostałem wielkim fanem Gagi, ale parę utworów z jej nowej płyty naprawdę wpada w ucho.
- No dobrze, niech ci będzie. Skoro to już wyjaśniłeś to może powiedz coś o pozostałych kobietach, o których wspomniałeś na początku.
- To może zacznę od polskiego akcenty, od Marii Peszek. Nie muszę jej chyba nikomu przedstawiać. Jej muzyka w połączeniu z tekstami jest tak wspaniała, że mogę jej słuchać bez przerwy. O Adele mówić nie będę, bo z tego co się orientuję to sam Hawku w poprzedni odcinku o niej mówiłeś.
- Masz rację Michale. Powiedz, co sprawiło, że twój gust muzyczny tak się rozciągnął?
- Szczerze powiedziawszy to nie mam pojęcia. Duży wpływ na to pewnie miało radio LUZ, może w pewnym sensie dorosłem też to tego, zeby nie szufladkować muzyki.
- Dziękuję bardzo. Drodzy widzowie, moim gościem był dziś Michał. Dziękuję Ci Michale za wizytę, ale proszę zostań jeszcze z nami. Po przerwie opowiem o finale Pucharu Stanleya w NHL, o zmianach w zarządzie AR LUZ, a także o sequelu The Hangover, znanego w Polsce pod idiotycznym tytułem Kac Vegas. Nie wyłączajcie odbiorników, wracamy po przerwie!
REKLAMA
PO REKLAMIE
Witam po przerwie. Oglądacie państwo Michael Hawek Show. Teraz krótko o finale Pucharu Stanleya. Dwa mecze już za nami i jak na razie moi faworyci - Vancouver Canucks spełniają moje oczekiwania. Póki co jest 2:0 dla Kanadyjczyków, a Boston Bruins ssie. I bardzo dobrze. Przed nami jeszcze co najmniej dwa mecze, jeśli w obu zwycięży drużyna z Vancouver to będzie bardzo miło. Wtręt o hokeju bardzo krótki, bo jak wszyscy doskonale wiemy w naszym kraju hokej jest dyscypliną niszową niestety, a i ludzie nie są w stanie ogarnąć tych jakże trudnych zasad. Przejdźmy do kolejnego tematu, a mianowicie do zmian w Akademickim Radio LUZ. O zmianach porozmawiam z reporterem tegoż radia, a tak się doskonale składa, że jest nim poznany już przez nas Michał. Michale, witaj ponownie. Wiem, że to dziwne witać się ponownie mimo ze cały czas tu byłeś, siedziałeś razem z nami, ale to nie jest ważne. Jeśli ktoś czyta relację w internecie, albo jest niewidomy mógł tego nie wiedzieć.
- No siema.
- Powiedz mi, jakież to zmiany zaszły w najlepszym radiu pod słońcem?
- Masz na myśli Esk... aaaa... w Luzie? No tak, przepraszam, nie słuchałem co mówiłeś, mógłbyś powtórzyć?
- Mhm... No dobrze. Przejdźmy do kolejnego tematu, a mianowicie do zmian w Akademickim Radio LUZ. O zmianach porozmawiam z reporterem tegoż radia, a tak się doskonale składa, że jest nim poznany już przez nas Michał. Michale, witaj ponownie. Wiem, że to dziwne witać się ponownie mimo ze cały czas tu byłeś, siedziałeś razem z nami, ale to nie jest ważne. Jeśli ktoś czyta relację w internecie, albo jest niewidomy mógł tego nie wiedzieć.
- No siema.
- Powiedz mi, jakież to zmiany zaszły w najlepszym radiu pod słońcem?
- Władze Politechniki przydzieliły nam dyrektora/szefa/whatever. Zabrali nam relax room, także nie ma już gdzie się ukrywać przed robotą. Ogólnie panuje smutek. Będziemy pod stałym nadzorem, nie będzie już tak prostudencko niestety. Przynajmniej takie są moje przewidywania. Dużo wyjaśni się po środowym zebraniu, które to po raz pierwszy poprowadzi nasza nowa redaktor naczelna Malwina. Ten tydzień jednak będzie tygodniem wytężonej pracy w newsroomie. Bo jeśli mają zajść jakieś zmiany, to zaczną się od naszego newsroomu niestety.
- Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Naszym gościem był Michał, reporter AR LUZ. Proszę zostań jeszcze z nami. A my wracamy po przerwie.
- Deja vu?
REKLAMA
PO REKLAMIE
Witamy po przerwie w Michael Hawek Show. Ostatnim tematem przygotowanym na dziś jest Hangover Part II, czyli Kac Vegas w Bangkoku (co za tytuł, ludzie trzymajcie mnie). A na koniec występ znanej zagranicznej gwiazdy, której obecność tutaj będzie sporym zaskoczeniem. Na temat filmu porozmawiam z osobą, która ten film już oglądała.
- Ja oglądałem.
- Tak? To się dobrze składa, nie bedziemy korzystali z usług drugiego gościa. Oszczędności, oszczędności, po trzykroć oszczędności! A zatem Michale, jak podobał ci się film?
- Był zajebisty. Już po 22? Mogę użyć tego sformułowania?
- Podobno to już nie jest wulgaryzm.
- No tak, ale inaczej nie da się tego ująć. Po jedynce obawiałem się, że dwójka będzie gorsza. Nie była. Moim skromnym zdaniem nie tylko dorównała pierwszej części, ale także trochę ją przebiła. A zdjęcia na koniec jak zwykle miażdżące. Więcej nie powiem, bo to trzeba zobaczyć. Polecam serdecznie wszystkim.
- Dzięki za tą ekspresową recenzję. Muszę powiedzieć ze nadajesz się do telewizji, doskonale wyczułeś że kończy się nam czas antenowy i streściłeś się niesamowicie. Wielkie brawa dla Michała! Na koniec powiedz nam jakie masz plany na najbliższy czas?
- Sesja, zaliczenia, radio. To raczej zajmie mi najwięcej czasu. Ale planuję też wrócić w rodzinne strony i spotkać się z pewną osobą, taki miły przerywnik.
- To wobec tego życzę powodzenia, o tym jak było być może opowiesz nam w którymś z następnych odcinków, no chyba że wcześniej wyczytamy o tym na pudelku czy gdzieś tam. Podziękujmy Michałowi za wizytę wielkimi brawami!
publika bije brawo, kobiety piszczą, mężczyźni gwiżdzą
Na koniec zapowiedziana przeze mnie gwiazda. Jest to pierwszy jej występ w Polsce, a więc proszę żebyście byli dla niej wyrozumiali. Przed państwem Lady Gaga w utworze Judas!
Do zobaczenia w następnym odcinku!
Jeśli chcecie poznać szalony świat Michała oraz jego gust muzyczny wejdźcie na jego last.fm po więcej informacji.
poniedziałek, 30 maja 2011
Post no.29: Maj.
Ale zacznijmy od początku. Na dzień dobry majówka, która w sumie niczym szczególnym się nie odznaczyła. Ot, byłem u Krysiaków i to w sumie tyle. Potem niecały tydzień zajęć i juwenalia. Tu już działo się więcej. Najpierw Projekt PIWO, na który ledwo udało mi się dostać. Zresztą nie obejrzałem całego bo tak jakoś wyszło. Ogólnie może być, ale bez rewelacji. Najfajniejszym wspomnieniem z tegorocznych juwenaliów na pewno będzie wspomnienie pochodu juwenaliowego. Całkiem przyjemna impreza, a okrzyki "Do roboty! Do roboty!" do budowlańców przy Bibliotece Główej Uniwersytetu Wrocławskiego to coś pięknego. Po juwenaliach nadszedł czas na naukę i podejmowanie decyzji. Zdecydowałem, że od przyszłego roku akademickiego idę na Informatykę na W8. Może być ciekawie. I w końcu nadszedł punkt kulminacyjny jeśli chodzi o maj - wyjazd do Koszalina z teatrem. Jak się okazało wyjazd był do Mielna, ale to jeszcze lepiej. Co prawda przez pewną osobę nic tam nie zdziałalismy poza naprawdę dobrym występem, ale wyjazd sam w sobie był bardzo miły. Poznałem parę fajnych osób w tym niesamowitą Anię z Brzegu. Tak pokręconej osoby jeszcze nie znałem. Jak już wspomniałem wyjazd był udany pod pewnym względami i była to miła odskocznia od codzienności. No ale mimo wszystkiego co się tam wydarzyło (część wtedy wydawała mi się sensowna, a teraz nie jestem w stanie się do tego przekonać) muszę sparafrazować słynne zdanie na temat Las Vegas - What happens in Mielno stays in Mielno. Za to ostatni tydzień minął bez jakichkolwiek szaleństw. No może poza weekendem, który był nieziemsko udany. Pal licho Angelanę w Olbrachtowie, ważniejsze było to co działo się parę godzin wcześniej. Po długim okresie czasu udało mi się znów spotkać z moją ulubioną altowiolistką (nie śmiać się!) - Pati i było miło, nawet bardzo. I to tyle.
Z mocno ogólnych rzeczy - Radio LUZ pochłania coraz wiecej mojego czasu, ale nie przeszkadza mi to zbytnio, jest coraz fajniej, zna się coraz wiecej osób i w ogóle pozytywnie bardzo. A na uczelni zaczął sie okres zaliczeń. Jedne idą lepiej inne gorzej, ale myślę że koniec końców będzie dobrze.
Na koniec parę słów o sporcie, bo bez tego moje wpisy nie mają prawa bytu. Vancouver Canucks w finale Pucharu Stanleya! Powalczą z Boston Bruins, ale mam nadzieję że nie dadzą im szans. A teraz szybciutko z hokeja do piłki nożnej: ŚLĄSK! ŚLĄSK! WICEMISTRZOWIE POLSKI! Od przyszłego sezonu będzie trzeba wybrać się na Ligę Europejską na nowy stadion :)
A teraz na prawdziwy koniec link do jednego z utworów wspaniałej wokalistki jaką niewątpliwie jest Adele.
piątek, 11 lutego 2011
Post no.28: Stare śmieci.
1) Wybrałem się na próbę do teatru. Trochę się zmieniło od odejścia paru członków (w tym mnie). Próby wciąż są niezorganizowane, chaotyczne, większość leje na to co się dzieje. Ale tak było przez ostatni rok także na naszych próbach. Doszło parę nowych osób. I to im należy się osobny akapit, ale nie, nie zrobię tego. Napiszę tylko, że z wszystkich nowych osób moim zdaniem tylko jedna się nadaje (Estera, pozdrawiam). Reszta jest, hmm.. jakby to ująć, tragiczna. No ale może coś się jeszcze zmieni. Co do "starych wyjadaczy" to są lepsi, nie powiem. Ale nie wszyscy. Część z nich cały czas jest tak drewniana jak bracia niewyspani bracia Mroczkowie razem wzięci, co nie przeszkadza im w naśmiewaniu się z nowych. A Dorota wciąż rządzi i chodzi mi tu o jej umiejętności a nie o władzę.
2) Wróciłem do korzeni jeśli chodzi o muzykę. Przez ostatnie dwa tygodnie słuchałem głównie Pink Floydów i Deep Purple. Te dwa zespoły są tak niesamowite, tak idealne, że czegokolwiek bym o nich nie napisał, nie odda to ich wspaniałości. Dlatego też na koniec posta wrzucę po jednym utworze od każdego zespołu.
3) W przyszłym tygodniu zapisy na nowy semestr. W zasadzie nie mogę się doczekać, bo chciałbym już wiedzieć jak będzie wyglądał mój plan i w ogóle. Jedyne co mnie smuci to to, że jeśli chcę się zapisać na zajęcia sportowe to muszę się zgłosić osobiście. A chciałem zostać dłużej w domu i wybrać się na parę prób teatru. No ale cóż. Liczę na to, że uda sie wpisać na łyżwiarstwo i na tenis ziemny. Byłoby świetnie.
4) Za tydzień zaczynam prace w newsroomie Akademickiego Radia LUZ. Ciekawy jestem jak będzie to wszystko wyglądało, jak sobie poradzę. Na szczęście bedę na jednym dyżurze z Pawłem K. Może być zabawnie, a nawet powinno.
5) 70 level w WoWie i póki co spokój. Nie stać mnie na Lich Kinga. Ale może to i dobrze, będę miał życie. I muszę rozgromić znajomych w Guitar Hero. I przejść Test Drive Unlimited 2.
6) Następny wpis, który pojawi się za jakiś czas nie będzie takim smęceniem jak to dzisiejsze ("co było, co jest, blablabla"). Następnym razem postaram się o jakiś ambitniejszy temat niż moje życie codzienne, bądź niecodzienne. Ale nie bójta się. O hokeju nie będzie.
Przynajmniej nie cały.
Pzdr!
poniedziałek, 7 lutego 2011
Post no.27: Super Bowl itp.
Wczorajszą/dzisiejszą noc spędziłem pod znakiem Super Bowl. Postanowiłem obejrzeć ten jakże reklamowany w Stanach mecz żeby w końcu dowiedzieć się co tak naprawdę Amerykanie widzą w tym ich oszukanym futbolu. Kłamię, to nie był jedyny powód. Drugi jest taki, że chciałem zobaczyć reklamy. Tak, reklamy. Firmy wydają grube pieniądze po to żeby wyemitowano ich reklamy w trakcie Super Bowl. Nie ma co się dziwić, w zeszłym roku finałowy mecz NFL oglądał w telewizji ok. 100 milionów Amerykanów. To też prawdopodobnie jest przyczyną tego, że reklamy nie były beznadziejne. No i w trakcie całego meczu było z po parę reklam danej firmy i każda była inna.
Ale dość o reklamach. Sama otoczka meczu mnie poraziła. Na dzień dobry gwiazda Glee, Lea Michelle, coś tam zaśpiewała, nie pamiętam co. Potem obowiązkowy hymn USA w tym roku zaśpiewany przez Christinę Aguilerę. No i zaczął się mecz. Naprzeciw siebie stanęli Green Bay Packers i Pittsburgh Steelers. Jako że nie znam się na futbolu amerykańskim kibicowałem Steelersom (z Pittsburgh jest moja ulubiona drużyna hokejowa). Na temat samego meczu nie będę się za bardzo rozpisywał, jeśli ktoś chce to na sport.pl jest relacja, a na nfl.com jest skrót.
Powiem tyle - po obejrzeniu całego meczu zacząłem troszkę jarzyć o co tak naprawdę chodzi w tym całym futbolu amerykańskim. Ale nie na tyle żeby zrozumieć czym tak bardzo zachwycają się ludzie za oceanem. Jak dla mnie sport całkiem miły, ale bez przesady. Nie umywa się do hokeja, czy nawet do piłki nożnej. A do curlingu to już w ogóle. W każdym razie mam zamiar się trochę ogarnąć w temacie, bo ogląda się miło, choć cały mecz wygląda w 90% identycznie. Samo Super Bowl warto obejrzeć dla samej otoczki.
Byłbym zapomniał. W przerwie po dwóch kwartach zagrał zespół Black Eyed Peas wspomagany przez Slasha i Ushera. Po meczu zaś miał zostać wyemitowany nowy odcinek Glee związany z Super Bowl. Niestety już nie wytrzymałem i poszedłem spać, ale zaraz będę miał na kompie tenże odcinek. Mam nadzieję, że po dość długiej przerwie Glee wróci na sensownym poziomie.
PS. Amerykanie to mistrozwie w upychaniu reklam. Na moje oko w ciągu 10 minut było 5 przerw na reklamę.
PS2. Uniknąłem sesji. Jaj!
wtorek, 4 stycznia 2011
Post No.26: Welcome back!
Długo nie pisałem. Nie dlatego, że nie miałem czasu czy coś. Po prostu nie chciało mi się albo nie miałem weny. Dużo się działo przez ten cały czas. Nie będę się jednak jakoś bardzo rozpisywał, bo raz że połowy już nie pamiętam, a dwa że WoW stygnie.
Właśnie, WoW. To w zasadzie jedna z większych zmian jakie u mnie zaszły. Ostatnie lata przeżyłem w umiłowaniu Guild Wars, a teraz gram w World of Warcraft. Media oraz niezbyt ogranięci ludzie tworzą sztuczną wojnę między osobami grającymi w te tytuły. Szczerze mówiąc leję na to. Podoba mi się i GW i WoW, a że ostatnio GW stoi w miejscu, więc WoW wydaje się sensownym rozwiązaniem. Zwłaszcza że po wydaniu Cataclysmu jest to zupełnie inna, lepsza IMO gra. To tyle o grach.
Kolejna dość duża zmiana u mnie to otwarcie się na muzykę. Owszem, muzyki słucham praktycznie bez przerwy od dawna, jednak wcześniej byłem jakoś dziwnie zamknięty na wszystko co nie było metalem, punkiem czy rockiem. Gdy piszę te słowa z moich głośników sączą się dźwięki z najnowszej płyty Grzegorza Turnau, a w kolejce czekają tacy wykonawcy jak Pendulum czy Daft Punk. Wcześniej moja lista ograniczała się do Behemotha, Nile, Death i ewentualnie Strachów i Pidżamy. Teraz doszli do tego wspomniani przeze mnie wcześniej artyści, a także Franz Ferdinan czy The Clash. Ci ostatni nawet mnie zaskoczyli. Kupiłem ich płyty podczas mojego pobytu w Londynie. Zapłaciłem całe 3 funty. Ogólnie wydawało mi się, że po paru przesłuchaniach płyty polecą na półkę i już tam zostaną na zawsze. Tak się przynajmniej działo z większością płyt, które kupowałem "bo okazja!". Jednak Clashów słucham bardzo dużo i dzięki tym tanim płytom wpisali się na stałe do mojej playlisty.
Skoro już jesteśmy przy muzyce: zmieniam dział w radiu. Miałem pracować jako realizator, ale jakoś średnio mnie to kręciło podczas moich wizyt. Postanowiłem przenieść się do redakcji informacyjno-publicystycznej. Jednak jest jeszcze parę spraw, które muszę załatwić, także zacznę tam działać prawdopodobnie dopiero od lutego.
A co to za sprawy? Mamy styczeń. Miesiąc pełen kolokwiów, zaliczeń. Już dziś straciłem z 5h na robienie zaliczenia z TI, a to dopiero początek. Mam nadzieję, że uda mi się wszystko pozaliczać. A potem sesja i egzamin z analizy. I dupa.
Ostatnio usłyszałem, że na nic wiecznie nie mam czasu. Śmiem wątpić. W zasadzie jedyne na co nie mam czasu to powrót do domu do Olbrachtowa. A może to brak chęci? No ale po sesji może będzie więcej czasu to wrócę, pospotykam się z tymi, z którymi trzeba (znaczy że chcę, nie że muszę, nie bić!).
Właśnie! Jako że Hadcron ma zastój to byłem u Kolinego, bo chciał coś tam nagrywać. Nagraliśmy mało, ja mam do tego zrobić bas. W zasadzie już zrobiłem, ale nie chce mi się go nagrywać. A co do zastoju Hadcronu to jest pomysł, żeby zrobić świąteczną wersję Stopy oraz wersję reggae. No co poradzić, jak się nie ma weny na coś nowego to trzeba wałkować to co już jest i "się udało".
Ostatnio oglądam dużo NHL po nocach. Może dlatego, że jest dużo wolnego, w każdym razie po chwilowym uspokojeniu się mojego uwielbienia do hokeja wszystko wróciło do stanu wcześniejszego. Ta gra ma moc! Go Pens!
To tyle na dziś, muszę kończyć bo zaraz przyjdą kuzyni, a jak oni u mnie są to moja głowa eksploduje średnio 15 razy na minutę i budzą się we mnie mordercze instynkty.
Jeszcze szybko polecę pare rzeczy:
1. W nocy obejrzałem Salt. Dziwią mnie ludzie, którzy mówią że Olbrychski ma w tym filmie małą rolę i tylko chwilę można go na ekranie zobaczyć. Jest go tam dość dużo jak na postać drugoplanową. Doskonale zresztą zagraną. Nadaje się na Rosjanina. I film, mimo beznadziejnego zakończenia, polecam.
2. Polecam taki serial jak Two and a Half Men. Koniecznie w oryginale, nie z lektorem.
3. Polecam "Fabrykę Klamek" Grzegorza Turnaua. Wspaniała płyta.
4. Polecam film "Black Swan" z Natalie Portman w roli głównej. Do polskich kin wejdzie w tym miesiącu, ale już w dobrej jakości jest na necie. Znakomity thriller psychologiczny. No i Natalie ;)

5. Słuchajcie AR Luz, jednej z niewielu stacji radiowych, które słucham bez bólu w uszach (obok Eski Rock).