piątek, 11 lutego 2011

Post no.28: Stare śmieci.

1) Wybrałem się na próbę do teatru. Trochę się zmieniło od odejścia paru członków (w tym mnie). Próby wciąż są niezorganizowane, chaotyczne, większość leje na to co się dzieje. Ale tak było przez ostatni rok także na naszych próbach. Doszło parę nowych osób. I to im należy się osobny akapit, ale nie, nie zrobię tego. Napiszę tylko, że z wszystkich nowych osób moim zdaniem tylko jedna się nadaje (Estera, pozdrawiam). Reszta jest, hmm.. jakby to ująć, tragiczna. No ale może coś się jeszcze zmieni. Co do "starych wyjadaczy" to są lepsi, nie powiem. Ale nie wszyscy. Część z nich cały czas jest tak drewniana jak bracia niewyspani bracia Mroczkowie razem wzięci, co nie przeszkadza im w naśmiewaniu się z nowych. A Dorota wciąż rządzi i chodzi mi tu o jej umiejętności a nie o władzę.

2) Wróciłem do korzeni jeśli chodzi o muzykę. Przez ostatnie dwa tygodnie słuchałem głównie Pink Floydów i Deep Purple. Te dwa zespoły są tak niesamowite, tak idealne, że czegokolwiek bym o nich nie napisał, nie odda to ich wspaniałości. Dlatego też na koniec posta wrzucę po jednym utworze od każdego zespołu.

3) W przyszłym tygodniu zapisy na nowy semestr. W zasadzie nie mogę się doczekać, bo chciałbym już wiedzieć jak będzie wyglądał mój plan i w ogóle. Jedyne co mnie smuci to to, że jeśli chcę się zapisać na zajęcia sportowe to muszę się zgłosić osobiście. A chciałem zostać dłużej w domu i wybrać się na parę prób teatru. No ale cóż. Liczę na to, że uda sie wpisać na łyżwiarstwo i na tenis ziemny. Byłoby świetnie.

4) Za tydzień zaczynam prace w newsroomie Akademickiego Radia LUZ. Ciekawy jestem jak będzie to wszystko wyglądało, jak sobie poradzę. Na szczęście bedę na jednym dyżurze z Pawłem K. Może być zabawnie, a nawet powinno.

5) 70 level w WoWie i póki co spokój. Nie stać mnie na Lich Kinga. Ale może to i dobrze, będę miał życie. I muszę rozgromić znajomych w Guitar Hero. I przejść Test Drive Unlimited 2.

6) Następny wpis, który pojawi się za jakiś czas nie będzie takim smęceniem jak to dzisiejsze ("co było, co jest, blablabla"). Następnym razem postaram się o jakiś ambitniejszy temat niż moje życie codzienne, bądź niecodzienne. Ale nie bójta się. O hokeju nie będzie.



Przynajmniej nie cały.

Pzdr!





poniedziałek, 7 lutego 2011

Post no.27: Super Bowl itp.

Wczorajszą/dzisiejszą noc spędziłem pod znakiem Super Bowl. Postanowiłem obejrzeć ten jakże reklamowany w Stanach mecz żeby w końcu dowiedzieć się co tak naprawdę Amerykanie widzą w tym ich oszukanym futbolu. Kłamię, to nie był jedyny powód. Drugi jest taki, że chciałem zobaczyć reklamy. Tak, reklamy. Firmy wydają grube pieniądze po to żeby wyemitowano ich reklamy w trakcie Super Bowl. Nie ma co się dziwić, w zeszłym roku finałowy mecz NFL oglądał w telewizji ok. 100 milionów Amerykanów. To też prawdopodobnie jest przyczyną tego, że reklamy nie były beznadziejne. No i w trakcie całego meczu było z po parę reklam danej firmy i każda była inna.

Ale dość o reklamach. Sama otoczka meczu mnie poraziła. Na dzień dobry gwiazda Glee, Lea Michelle, coś tam zaśpiewała, nie pamiętam co. Potem obowiązkowy hymn USA w tym roku zaśpiewany przez Christinę Aguilerę. No i zaczął się mecz. Naprzeciw siebie stanęli Green Bay Packers i Pittsburgh Steelers. Jako że nie znam się na futbolu amerykańskim kibicowałem Steelersom (z Pittsburgh jest moja ulubiona drużyna hokejowa). Na temat samego meczu nie będę się za bardzo rozpisywał, jeśli ktoś chce to na sport.pl jest relacja, a na nfl.com jest skrót.

Powiem tyle - po obejrzeniu całego meczu zacząłem troszkę jarzyć o co tak naprawdę chodzi w tym całym futbolu amerykańskim. Ale nie na tyle żeby zrozumieć czym tak bardzo zachwycają się ludzie za oceanem. Jak dla mnie sport całkiem miły, ale bez przesady. Nie umywa się do hokeja, czy nawet do piłki nożnej. A do curlingu to już w ogóle. W każdym razie mam zamiar się trochę ogarnąć w temacie, bo ogląda się miło, choć cały mecz wygląda w 90% identycznie. Samo Super Bowl warto obejrzeć dla samej otoczki.

Byłbym zapomniał. W przerwie po dwóch kwartach zagrał zespół Black Eyed Peas wspomagany przez Slasha i Ushera. Po meczu zaś miał zostać wyemitowany nowy odcinek Glee związany z Super Bowl. Niestety już nie wytrzymałem i poszedłem spać, ale zaraz będę miał na kompie tenże odcinek. Mam nadzieję, że po dość długiej przerwie Glee wróci na sensownym poziomie.

PS. Amerykanie to mistrozwie w upychaniu reklam. Na moje oko w ciągu 10 minut było 5 przerw na reklamę.

PS2. Uniknąłem sesji. Jaj!