poniedziałek, 31 maja 2010

Post no.1. : NHL Playoffs, czyli finał najsłynniejszej ligi hokejowej świata.


Na początku chciałbym przywitać się ze wszystkimi, którzy czytają moje wypociny. Jest to mój pierwszy post na blogspocie. A teraz do tematu!



Przed rozpoczęciem tegorocznych playoffów trzymałem kciuki za swoją ulubioną drużynę – Pittsburgh Penguins i to ja widziałem w wielkim finale walki o puchar Stanleya. Moim faworytem z zachodniej konferencji było Chicago Blackhawks. Jak się okazało W jednym przypadku trafiłem doskonale. Pierwszy mecz finałowy za nami. A nim oprócz wspomnianych już wczesniej Blackhawks znaleźli się również Flyersi z Filadelfii.


Zanim jednak przejdę do omówienia dróg poszczególnych ekip do finału wsponę co podczas tegorocznej edycji mnie najbardziej zaskoczyło. Największy zaskoczeniem była oczywiście postawa Montreal Canadiens, którzy najpierw wyeliminowali Washington Capitals, a następnie Pittsburgh Penguins, czyli obrońców pucharu Stanleya. Jednak w finale konferencji Habs trafili na Philadelphia Flyers, którzy nie pozostawili Kanadyjczykom złudzeń.

 

Dość jednak o innych, wróćmy na chwilkę do Pingwinów. W pierwszej rundzie walczyli Ottawa Senators. Wydawało się, że ekipa z Crosbym czy Malkinem na czele powinna roznieść zawodników z Ottawy. Nic bardziej mylnego. Potrzebne było aż 6 spotkań, aby w końcu Pens wygrali 4-2 i przeszli do drugiej rundy. W drugiej jednak rundzie trafili na Montreal Canadiens, które jak już wcześniej wspomniałem zaskoczyło wszystkich.

  
Ogólnie tegoroczne playoffy są po pewnym względem bardzo ciekawe. W finale wschodniej konferencji znalazły się drużyny, które w sezonie uplasowały się na miejscach 7 i 8. Zachodnia konferencja aż takiej niespodzianki nie przyniosła, w jej finale spotkały się miejsca 1 i 2, czyli odpowiednio San Jose Sharks i Chicago Blackhawks. W tej konfrontacji od początku byłem za Chicago, gdyż uważam że SJS mimo tego, że jest napakowana gwiazdami, niczego specjalnego w sezonie nie pokazała. Gra zawodników z San Jose nie była tak olśniewajaca jak gra Czarnych Jastrzębi.  
 
Skoro powiedziałem już co myślę na temat pierwszych trzech rund to teraz pora na finał. Tutaj wciąż kibicuję Blackhawks. Nie dlatego, że jestem jakim wielkim fanem tej drużyny, ale dlatego ż Philadelphia Flyers to jedni z ważniejszych przeciwników Pittsburgh Penguins. Bardzo mi się podoba, że Chciago mimo tego, iż nie ma tak imponującego składu jak SJS cy Pingwiny doszło do finału. Liczyłem na wyrównane widowisko, a także na zachwycającą grę bramkarzy obu drużyn (Flyers – Michael Leighton, Hawks – Antki Niemi). Statystyki mówią same za siebie, póki co to Leighton jest lepszym bramkarzem (współczynnik równy .930), przy czym Niemi ma współczynnik na poziomie .916. Jeśli chodzi o najlepiej punktujących zawodników to prowadzi Jonathan Toews z 26 punktami (19 asyst, 7 bramek), jest on też póki co najlepiej asystującym zawodnikiem. Najwięcej bramek zdobył do tej pory Michael Cammalleri z Montreal Canadiens, jednak na drugim miejscu w bramkostrzelności jest Danny Briere z dziesięcioma trafieniami.  

Pierwszy mecz finału już za nami. Z oczekiwanej przeze mnie gry bramkarzy nie zostało nic. Mecz był prawdziwym festiwalem strzeleckim. W trzeciej tercji był remis 5:5, jednak ostatecznie to Chicago wyszło na prowadzenie i wygrało 6:5. Dziś w nocy naszego czasu (31.05.2010) odbędzie się kolejny mecz. Mam nadzieję, że podobnie wyrównany jak pierwszy.  


Mój typ na dziś:


Blackhawks wygrają strzelając bramkę pod koniec trzeciej tercji, ewentualnie dojdzie do dogrywki. Chicago gra u siebie, także nie może sobie pozwolić na porażkę, gdyż kolejne dwa mecze odbędą się w Filadelfii.

PS. fot. Bruce Bennett/Getty Images oraz Joe Sargent/NHLI